czwartek, 12 września 2013

Dziedek do orzechów (1)

                     Przyznam szczerze nigdy nie przeczytałam 'Dziadka do orzechów'. Fabułę znam jako tako, gdzieś tam oglądałam jednym okiem bajkę w telewizji, jednym uchem słuchałam słuchowiska z płyty i tak naprawdę nie wiem, jak się kończy. Może kiedyś będę miała okazję poczytać jakimś dzieciom.
                     Dzisiejszy egzemplarz pochodzi z biblioteczki mojej mamy. Nie pamiętam czy książka była już, gdy jeszcze z mamą mieszkałam, czy kupiła ją później.

Dziadek do orzechów - Ernest Teodor Amadeusz Hofmann
Ilustracje - Bożena Truchanowska
ISBN 83-203-2689-3
Młodzieżowa Agencja Wydawnicza
Wydanie IX, 1988 rok, Warszawa


















środa, 11 września 2013

W kraju Baj-Baju - Najpiękniejsze wiersze polskich poetów

                  Książka (rozmiar A4, twarda oprawa) należy do mojego młodszego brata. Dostał ją od naszej starszej siostry i jej męża. To były czasy, kiedy jeszcze mu czytałam (bo sam nie umiał) i przeczytałam całą. Część wierszy znałam (wychowałam się na Brzechwie, Tuwimie, Mickiewiczu, KOnopnickiej, Fredrze), część była dla mnie nowością. Czcionka miła dla oka, ale ilustracje wybitnie mi się nie podobały wtedy i nie podobają teraz. W każdym razie książka wartościowa, bo zawiera bardzo dużo wierszy polskich poetów. 

            Jest też tam taki cytat: '...Przez odpowiednią literaturę dla dzieci kształtuje się smak przyszłego czytelnika, któremu toruje się drogę do wielkiej poezji, do liyeratury klasycznej....' - Jan Brzechwa.

                   Autorzy wierszy:
Ewa Szelburg-Zarembina, Jan Brzechwa, Aleksander Fredro, Maria Konopnicka, Julian Tuwim, Tadeusz Śliwiak, Jerzy Ficowski, Joanna Kulmowa, Władysław Broniewski, Adam Mickiewicz, Stanisław Jachowicz, Konstanty Ildefons Gałczyński, Juliusz Słowacki, Ludwik Jerzy Kern, Magdalena Samozwaniec, Bronisława Ostrowska, Janina Porazińska, Hanna Łochocka, Wanda Chotomska, Jan Sztaudynger, Jerzy Harasymowicz.

W kraju Baj-Baju - Najpiękniejsze wiersze polskich poetów. - praca zbiorowa.
Ilustracje - Paweł Głodek
ISBN 83-85840-00-1
Wydawnictwo Philip Wilson Warsaw
1995 rok, Warszawa














wtorek, 10 września 2013

Co słonko widziało

                    Nie wiem dlaczego, może to dzięki mamie, która często cytowała wiersze Marii Konopnickiej, bardzo, bardzo lubię wiersze dla dzieci pisane przez Konopnicką. Lubię poezję Brzechwy i Tuwima, których poznałam w dzieciństwie, ale ich wiersze inaczej odbieram. Wiersze Konopnickiej poruszają mojej duszy pewną nutę, jeśli nazwę to nutą nostalgii, to będzie dobre określenie. Wiersze Konopnickiej są swojskie, ciepłe, słoneczne. I jeśli tylko mogę, to sięgam do nich. Ale tylko z wierszami tak jest. 
                     Niniejszy egzemplarz pochodzi z biblioteczki mojej znajomej. Jednak po dacie wydania można wywnioskować, że książka musiała należeć do jednego z jej rodziców. Domyślam się tego, bo nie pytałam. 

Co słonko widziało - Maria Konopnicka.
Ilustracje - Bogdan Zieleniec
Nasza Księgarnia
Wydanie II, 1954 rok, Warszawa.

 Okładka jest bardzo, bardzo sfatygowana.

Jeden z moich ulubionych wierszy Konopnickiej.

'Podróż na bocianie'

'Mały trębacz'



Obrazek do wiersza 'Gra w lisa'

Wierszyk, który przychodzi mi na myśl zawsze, gdy widzę żuczka. 
(Mam mi często w tych sytuacjach go opowiadała).

Żuczek. :)

'Kukułeczka'

'Na fujarce'










Bolek i Lolek

Znaczek, który jest w moim posiadaniu od kiedy pamiętam, a wcześniej należał do mojej siostry [która pozostawiła klaser ze znaczkami pod moją pieczą, gdy wyprowadziła się z domu]. Co prawda Bolek i Lolek w moim dzieciństwie byli postaciami z telewizji, a nie książek, ale teraz jest wiele wydań książkowych ich przygód. 



poniedziałek, 9 września 2013

Historia gałgankowej Balbisi...

Książeczka z półki znajomych bliźniaków. Kiedyś, jeszcze całkiem niedawno opiekowałam się owymi bliźniakami. Kiedy maluchy bawiły się same [wyrzucając wszystko z pojemników na zabawki, wywracając wszystko co się da do góry nogami, czasami kłócąc się niemiłosiernie o zabawki ;)], a ja siedziałam w bezpiecznym miejscu i czytałam im książeczki. Jedną z nich była Historia o gałgankowej Balbisi. Historia bardzo cieplutka. Opowiada o tym, jak starsza pani z poddasza szyje sobie z gałganków laleczkę, wyszywa buzię i oczy (jeśli dobrze pamiętam), a policzki farbuje sokiem z buraków (to dobrze pamiętam). Laleczkę nazywa, jak się można domyśleć, Balbisia. Niestety, Balbisia posadzona na parapecie z jakiegoś powodu (chyba przeciąg) spada za okno. A tam porywa ją pies, który myśli, że to kawałek mięsa (albo kiełbasy, nie pamiętam dokładnie), a rzeźnik i inni zaalarmowani ludzie gonią psa, bo myślą, że coś ukradł ze sklepu mięsnego. ;) W końcu pies się zorientował, że porwał nie jedzonko, a laleczę i zostawia ją pod płotem na jakiejś polnej drodze. Ale nie ma obawy, Balbisia ma same miłe przygody. :)

Historia gałgankowej Balbisi - Janina Broniewska
Ilustracje - K.M. Sopoćko.
ISBN - brak
Czytelnik.
1955, Wydanie V